| Kryptonim "MAJONEZ" |
| Aktualności |
| Poniedziałek, 12 Luty 2007 |
|
Chwila gorączkowych poszukiwań i wszystko jasne. Na perfekcyjnie przygotowanej liście zakupów z dnia poprzedniego zabrakło tego znienawidzonego przez jednych a uwielbianego przez innych jajecznego kremu. Sytuacja jest patowa. Brakuje nam głównego składnika „nieodzownego” dania, jakim jest sałatka. Plan awaryjny zakłada dwa wyjścia – truchtamy do jednego lub drugiego sąsiada „po prośbie”, lub ktoś zostaje oddelegowany do najbliższego sklepu. Pierwsza opcja z uwagi na dość częste stosowanie dzisiaj odpada (jeszcze nie raz przyjdzie pukać ciemną nocą za jajkiem lub masłem). Nie pozostaje nic innego jak wsiąść w samochód i podjechać do … wybór pada na Tesco. Automatyczne drzwi marketu otwierają się leniwie. Biorę koszyk (może prócz majonezu coś jeszcze wpadnie mi w rękę). Bardzo wolno przemieszczam się wzdłuż kolejnych regałów, dostosowując się tym samym do sennej atmosfery, jaka zdaje się panować w sklepie. W głębi widzę tylko jednego klienta przewracającego zamrożone produkty typu Vacuum. Majonez już jest w koszu. Za zakrętem napotykam drugiego klienta, wpatrzony w regał z jajkami, sprawia wrażenie jakby również słyszał rozmowę niezadowolonej gospodyni z kasjerką, jakiej byłem świadkiem kilka dni temu: „…a ostatnio to połowę waszych jajek musiałam wyrzucić, takie były śmierdzące!”. Na szczęście tym razem nie muszę analizować, czy stwierdzenie to było prawdziwe czy też nie - idę dalej. Jeszcze pyszny dżem pod marką Tesco (polecam!!), ciepłe bułeczki od niedawna pieczone na miejscu (pomysł rewelacyjny!), jakiś sok i można już powoli kierować się do wyjścia. Mijam kolejne alejki, w większości puste, bez jednego klienta, by ostatecznie trafić w tą, która doprowadzi mnie do kasy i za moment ogłosić pomyślne zakończenie misji o kryptonimie „MAJONEZ”… Niestety nie tym razem. Coś, co okazuje się częstą zmorą marketowych zakupów niespodziewanie uderza tym razem i we mnie – KOLEJKA!!!. Liczę stojących w ogonku pechowców – trzech, czterech … dziesięciu! Przeciskam się do przodu by sprawdzić, czy oby na pewno kasjerka jest na swoim miejscu. Są nawet dwie panie, jak i dwie długie kolejki wyraźnie podenerwowanych klientów. Nie pozostaje nic innego jak zająć miejsce na końcu ogonka. Czas płynie powoli. Próbuję zrozumieć kuriozalną sytuację, jakiej jestem uczestnikiem – pusty sklep i dwie długie kolejki do kas. Żadne racjonalne wytłumaczenia nie przychodzą do głowy. Z zamysłu wytrącają mnie nagłe krzyki kogoś z przodu. Słowa adresowane są do przechodzącego właśnie rosłego mężczyzny, zdaje się kierownika marketu. Wtórują inni kolejkowicze: „ Proszę otworzyć więcej kas!”. Mężczyzna nie wypowiada nawet słowa, kierując w ich stronę tylko ironiczny uśmiech. Biedak, ma podbite oko… Nadzieje legły w gruzach. Czas płynie powoli. Nad naszymi głowami wisi plakat a na nim szczęśliwa rodzina: „Stoi przed Tobą więcej niż 2 klientów z zakupami? Zgłoś to kasjerce! Dla Ciebie postaramy się otworzyć kolejną kasę, aż do otwarcia wszystkich kas.” Coraz bardziej uśmiech z plakatu przypomina mi ironiczny grymas pana Kierownika …
Komentarze (6)
Pewnie ten sklep ledwo na siebie zarabia
6
Wtorek, 13 Luty 2007
as
i dlatego jest mała ilość personelu może został za wcześnie wybudowany jeszcze nie pod tą ilość mieszkanców co jest teraz, dlatego też przeciągaja dobudowanie dachu w nieskończoność. Chyba netto ma lepsze obroty. Nie wiem czemu kierownictwo tesco nie zdecyduje sie na wydzierżawienie dla prywatnego ,stoiska pod wędliny wtedy mogłoby przyciągnąć więcej ludzi.
5
Wtorek, 13 Luty 2007
Radek - autor
Oj chyba trafiłem w czuły punkt mojego imiennika jak wynika z opisu. Czyżby Pan w branży markecianej się udzielał? Nie współczuję ani nie zazdroszczam, bo temat znam tylko z perspektywy klienta, nie mówiąc o zawiłościach personalnych w których ma Pan jak widać dobre rozeznanie. Nie wiem czy "Kierownik" jest rzeczywiście kierownikiem, czy też p.o. z-cy działu nabiału, ale przecież nie o to tu chodzi. Skoro sklep w tak dosadny sposób reklamuje swój atut (a chyba nikt nie ma wątpliwości, że skrócenie czasu oczekiwania w kolejce z pewnością jest takim atutem), powinien, w razie braku możliwości jego wyegzekwowania, mieć trochę mądrzejsze wytłumaczenie zaistniałej sytuacji aniżeli dziwne uśmieszki personelu, fakt jak najbardziej autentyczny Panie powątpiewający. Uzasadnia Pan szacunek do pracy w pryzmacie wynagrodzenia. Obawiam się, że i przy pensji 6500 zł na rękę nabyte zachowania pozostaną. A co do tekstu: Czytelnik jest Pan. Zawsze może zmienić na lepsze ...
Zaspy w mózgach kierowniczych Tescowczan
4
Wtorek, 13 Luty 2007
Tomek
Śniegu już nima :grin a Tesco dalej stoi :upset , ja wolę sasiadów choc tam są młode luzaki
Krewni i znajomi ""królika""??
3
Wtorek, 13 Luty 2007
looki8
Podeirzana to jest pańska (lub Pani- niepotrzebne skreślić) wypowiedź, poza tym to jest portal Warszewo.pl więc raczej nie chodzi o ""Milczańską"". A co do zalegającego śniegu to jest to błachostka, a będzie to problem jak pod tym śniegiem będą wszędzie chodniki. Panie (lub Pani) X
?
2
Poniedziałek, 12 Luty 2007
radek
Po co pseudo dziennikarskie poty? Panie Radku ! klient jest Pan ! Bo decyduje gdzie kupuje! Mógł Pan wyjść, zmienić na lepszy. Pisząc takie bzdury tzw. ,,z braku laku „ co chciał Pan powiedzieć....Kolacja – Kryptonim = Żenada Ja tez należę do wymagających klientów ale zawsze interweniuje . I pana opis co do Kierownika zdaje mi się naciągany ? Moje interwencje zawsze skutkowały .A Pan Kierownik był zastępcą kierownika działu warzyw na Milczańskiej. Można sprawdzić. Kadra Tesco zarabia - Kasjer- rozpakowujący- sprzątający - piekący pieczywo itd. Ok. 650 zł na dłoń .I to nie OFICJALNE 8 h dziennie . Śmieszne ale prawdziwe ! A TY Radku – zamienisz się z nimi ? Ps. Jak brakuje Panu tematów to proponuje zajęciem się np. tematem zalegjącego śniegu na chodnikach i ścieżkach rowerowych ul. Duńskiej ! Kto oto dba ? Bo zalega śnieg
1
Poniedziałek, 12 Luty 2007
looki8
Pewnego dnia stojąc w takowej kolejce, rzuciłem hasło, że może by wywiązać się ze sloganu, w odpowiedzi od bardzo młodej pani kasjerki usłyszałem, ""tam jest napisane POSTARAMY SIĘ no i się staramy, nie"". Wydaje mi się że nie wymaga to dalszego komentaża.
|