Naszą witrynę przegląda teraz 72 gości 

Ostatnio na Forum

Trzynaście lat temu kupili mieszkania przy ul. Duńskiej.
Aktualności
Poniedziałek, 01 Marzec 2010

  - Moje mieszkanie miało być na parterze ...  Autor: Adam SłomskiNiedokończony budynek przy ul. Duńskiej straszy od lat. W 1998 roku miał zamieszkać tutaj pan Zbigniew i kilkadziesiąt innych osób.

Niestety, zamiast lokali jest sprawa w sądzie, długi i nerwy.

Do na wpół zbudowanego domu przy ul. Duńskiej może wejść każdy. W środku jest pełno śmieci, butelek, na ścianach gdzieniegdzie widać graffiti.

Wiele razy prosiliśmy o interwencję straż miejską, która nie mogła nałożyć na właściciela terenu kary za niezabezpieczenie obiektu, bo właściciel stale się zmieniał i w końcu stał się nieuchwytny.

- W 1997 roku deweloper zaczął sprzedaż mieszkań przy ul. Duńskiej – opowiada Zbigniew Krysiński z os. Zawadzkiego. – Wszystko miało być gotowe rok później. Za mieszkanie o powierzchni 32 metrów kwadratowych zapłaciłem wówczas 52 tys. zł. Całą kwotę wpłaciłem niemal od razu, miałem oszczędności, pomogła też rodzina. Przy ul. Duńskiej były wtedy pola, chodziły kury, nie było nawet dobrego dojazdu.

Kiedy budowa posuwała się do przodu coraz wolniej, zniecierpliwieni nabywcy, wśród nich pan Zbigniew chodzili do siedziby firmy po wyjaśnienia. Opowiadają, że wtedy słyszeli o chwilowych kłopotach.

- Pewnego dnia, kiedy przyjechaliśmy do firmy, w oknach zastaliśmy przyklejone do szyb gazety – dodaje pan Zbigniew. – Było jasne, że splajtowała. Złożyłem doniesienie do prokuratury. Okazało się, że takich osób jak ja było znacznie więcej.
Potem dewelopera przejmowali inni dyrektorzy i firmy.

Ostatnia firma trochę nawet dokończyła budowę, oczywiście nabywcy musieli dopłacić. Pan Zbigniew dołożył 20 tys. zł. W mieszkaniach pojawiły się już okna. Niestety po kilku dniach zostały wymontowane – nikt za nie, nie zapłacił.

Zdesperowani nabywcy w części budynku, która była najbardziej wykończona, zaczęli budować mieszkania na własną rękę. Udało im się zamieszkać. W drugiej części zostały same cegły, nie ma nawet dachu.

W sądzie na razie odbyły się trzy sprawy. Pieniądze, które wpłacił pan Zbigniew wyrokiem sądu mieli ściągnąć komornicy, ale do tej pory tego nie zrobili.

- Nie rozumiem, dlaczego tak dużo czasu im to zajmuje – pyta zdenerwowany pan Zbigniew. - Deweloper przychodzi do sądu i śmieje się z nas.

Zatelefonowaliśmy do rzecznika sądu.

- Sprawa toczyła się w sądzie rejonowym, teraz trafiła do sądu okręgowego. 18 marca proces zacznie się od początku – mówi Elżbieta Zywar, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Skontaktowaliśmy się także z komornikami. Ogólnym wyjaśnieniem, jakie usłyszeliśmy na temat problemu ze ściągnięciem należności było to, że prawdopodobnie dłużnik nie ma majątku i dlatego jest to niemożliwe. Na odpowiedź w tej konkretnej sprawie nadal czekamy.

Anna Maciejewska

źródło: mmszczecin.pl