Reklama

Naszą witrynę przegląda teraz 51 gości 

Ostatnio na Forum

Toksyna i źmije
Organizacje
Sobota, 30 Wrzesień 2006

Budynek szkoły- TRZEBA w końcu przerwać sytuację, kiedy jedna osoba krzywdzi swoich podwładnych, nie licząc się ani z ich profesjonalizmem, ani z uczuciami, a do tego czerpiąc przyjemność z tego, że ktoś cierpi i na przykład plącze. Ona jest toksyną - tak o swojej szefowej wypowiada się część grona nauczycielskiego Szkoły Podstawowej nr 7 na szczecińskim Warszewie.
Stąd do prokuratury złożono zawiadomienie o stosowaniu mobbingu przez dyrektorkę placówki przy ul. Duńskiej. Pod doniesieniem podpisało się dziewięciu nauczycieli, w tym osoby, które z powodu sytuacji w szkole musiały udać się na urlop zdrowotny.

A może ja mlaszczę?!

W zawiadomieniu czytamy, iż od czasu objęcia przez nią swojego stanowiska, czyli od l września 2004 roku, dyrektorka dopuściła się naruszenia praw pracowniczych poprzez szykanowanie, poniżanie godności i przekraczanie swych uprawnień. Wśród zarzutów jest przekazywanie do publicznej wiadomości szczegółów z życia osobistego, znanych dyrektorce jako pracodawcy, takich jak rozwód czy bezpłodność.
- Proszę sobie wyobrazić, że na zebraniu dyrektorka przekazała rodzicom, że jedna z nauczycielek się nie pojawi, bo właśnie poroniła - mówi Zofia Kowalska. – To był dla nas wszystkich szok, jak można tak po prostu powiedzieć o tragedii życiowej naszej koleżanki.
Grażyna Krzysiak opowiada: - Ona ciągle kogoś z pracowników obgadywała, komentując sytuację życiową, małżeńską czy finansową - mówi. - Nie można było tego przerwać, bo uznałaby to za spiskowanie przeciwko niej.
Jolanta Nowakowska dodaje, że jeżeli się dyrektorce nie przytakiwało, to uznawała, że jest się przeciw niej. Zresztą, zdarzały się sytuacje, które zupełnie nie wiadomo dlaczego dyrektorka przyjmowała jako atak na własną osobę. Anna Macioch wspomina jak nauczycielki wypełniały anonimową ankietę o tym, co można by zmienić w szkole: -Napisałam, myśląc oczywiście o uczniach: „kulturalne spożywanie posiłków". Dyrektorka znalazła autora tych słów, czyli mnie, porównując pismo wszystkich nauczycieli w dziennikach z tymi w ankietach i powiedziała z oburzeniem: „a może ja mlaszczę?!".
Nauczycielki opowiadają, iż często nazywała je: „plemię żmij". - Z jej ust padały również niewybredne żarty, choćby: „Co się tak dziwisz? Bo dziwką zostaniesz" - mówią. A. Macioch wspomina, iż w komentarzu do jej studiów podyplomowych usłyszała: Jak się jest głąbem, to trzeba się uczyć".
Grażyna Krzysiak rozpoczęta pracę w szkole przy Duńskiej w 1998 roku. Cieszyła się dobrą opinią.
- Kiedy dwa lata temu naszym szefem została nowa osoba, to mnie całkowicie zdegradowała, mówiąc na przykład, że mam zero kompetencji - opowiada pani Grażyna. -Ale nigdy nie usłyszałam żadnych konkretów dotyczących mojej pracy.
Wśród zarzutów, jakie znalazły się w doniesieniu do prokuratury, jest też nękanie pracowników - w czasie wolnym od pracy - sprawami, które nie wymagały natychmiastowej reakcji:
- Wydzwaniała do mnie w godzinach wieczornych, by w ordynarny sposób przekazywać mi pretensje dotyczące jakichś sytuacji szkolnych - opowiada Anna Macioch. - A kiedy nie odbierałam od niej telefonów, na drugi dzień byłam wzywana na dywanik. Zresztą, często trafiałam do jej gabinetu i były to długie wizyty Problem w tym, że w tym czasie moi uczniowie byli w klasie bez żadnej opieki.
Grażyna Krzysiak przyznaje, iż do jej urlopu zdrowotnego przyczynił się długotrwały stres spowodowany sytuacją w szkole: - Uznałam, że już nie mogę dłużej patrzeć na budynek, w którym przeżyłam koszmar.
Krystyna Janas, była pracownica SP nr 7, twierdząca, iż była pierwszą osobą, wobec której dyrektorka szkoły przy Duńskiej zastosowała mobbing, w piśmie z maja tego roku tak pisała do Wydziału Oświaty UM: „Od przejęcia obowiązków dyrektora, pani ta usiłowała wprowadzić feudalny stosunek zależności. Pracownik wykazujący samodzielność, aktywność zawodową, skazany byt - i jest - na szykany i w konsekwencji odejście z pracy (...) Przez całą jesień (2004 roku, kiedy dyrektorka objęta swoje stanowisko - dop. red.) nie wykazała żadnego zainteresowania sprawami szkoły, choćby sytuacją finansową. Wszystkie bieżące obowiązki scedowawszy na innych nauczycieli i zastępcę, sama całą uwagę skupiła na jątrzeniu i szukaniu haków na ludzi.
Jedynymi dokumentami, analizą których się zajęła, były akta osobowe i sensacje, jakie tam znajdowała".

Okularami w twarz

Według nauczycieli inwigilacja, np. kopiowanie dzienników, to stała praktyka ich szefowej: - W klasie miałam tablicę ogłoszeń dla rodziców, głównie tych, którzy nie zaglądają do dzienniczków uczniów - mówi Anna Macioch.
- Po to, by dowiedzieli się o różnych sprawach szkolnych. Dyrektorka ściągała mi te ogłoszenia i kserowała.
Zofia Kowalska mówi, iż nie jest normalnym fakt, że nauczyciele boją się wejść do gabinetu dyrektorki. Mogą na nich czekać tam zupełnie nieoczekiwane sytuacje: - Ja o mało nie dostałam w twarz okularami, którymi rzuciła szefowa - wspomina nauczycielka. - Wszyscy są tak wystraszeni, że nauczyciele z obozu, nazwijmy go, nieskonfliktowanego z dyrektorką, boją się nawet siadać obok osoby, która jest z nią w takim konflikcie - opowiada Anna Macioch.
Ta sama A. Macioch wspomina grudzień, kiedy na imprezę przed Bożym Narodzeniem nauczycielki miały założyć koszulki z logo szkoły: - Odmówiłam, bo uznałam, że nijak się to ma do eleganckiego stroju, jaki włożyłam z racji spotkania wigilijnego z uczniami. Przewiesiłam ją zatem przez torbę. W tym samym dniu dostałam informację, że moja mama jest w stanie krytycznym w szpitalu. Kiedy pędziłam do samochodu, prawdopodobnie po drodze spadła mi ta koszulka i pewnie wpadła do błota. Po przerwie świątecznej dyrektorka wszczęła „śledztwo", kto wyrzucił koszulkę i kazała wszystkim przynieść je do szkoły, by wykryć „sprawcę". Wszyscy wpadli w popłoch. A kiedy powiedziałam koleżankom, że chodzi o mnie, ktoś zaproponował, by może znaleźć wytwórnię, w której wykonano logo na koszulkach.
Pracownicy SP 7 zarzucają dyrektorce, w piśmie do prokuratury, również manipulowanie dokumentacją szkoły oraz nakłanianie do zatajenia okoliczności wypadku, który miał miejsce na terenie szkoły Opowiadają też, że dyrektorka zwoływała podczas przerwy nadzwyczajne rady pedagogiczne, przeciągające się na zajęcia lekcyjne.
W tym czasie dzieci były bez niczyjej opieki.

Nie ma awantur

Grupa nauczycieli, będąca w konflikcie z dyrektorką SP nr 7, w kilku ostatnich miesiącach szukała pomocy i rozwiązania sprawy m.in. w Wydziale Oświaty szczecińskiego magistratu oraz w Zachodniopomorskim Kuratorium Oświaty: - Mieliśmy nadzieję, że te działania przyniosą jakieś efekty - mówią nauczyciele. - Niestety, tak się nie stało.
Elżbieta Masojć, szefowa WO w Urzędzie Miasta, mówi, iż ocenia negatywnie styl zarządzania radą pedagogiczną w SP 7:
- Nauczyciele, którzy zgłosili nam problem, liczą na to, iż pani dyrektor zostanie przez nas zwolniona - mówi. - Prezydent miasta może to zrobić, po wyczerpaniu wszelkich działań, tylko za zgodą Kuratorium Oświaty. Tymczasem otrzymałam pismo z kuratorium, z którego wynika, że w tej szkole wszystko jest w porządku.
Anna Kołodziejska z Zachodniopomorskiego Kuratorium Oświaty mówi, iż w czerwcu posłano - w reakcji na niepokojące sygnały ze szkoły - dwie wizytatorki, by na miejscu sprawdziły jak wygląda tam sytuacja: - Pani dyrektor otrzymała następnie zalecenie, by między innymi uszczegółowić zapisy w regulaminie i zapoznać z nimi nauczycieli, zdiagnozować potrzeby nauczycieli oraz zaplanować szkolenia rady w zakresie kontaktów interpersonalnych.
Również w kuratorium poinformowano nas, że jeszcze w maju dyrektorka SP nr 7 przeprowadziła anonimową ankietę wśród nauczycieli, z której nie wynika, by w szkole były jakieś nieprawidłowości: - Nauczyciele nie mieli zastrzeżeń co do pracy swojej szefowej - mówi A- Kołodziejska.
Dyrektorka szkoły na Warszewie w rozmowie telefonicznej powiedziała nam, iż do czasu zakończenia sprawy nie chciałaby się wypowiadać w mediach na temat rzekomego mobbingu. A zapytana, jaki wpływ na jej pracę mają choćby doniesienia prasowe, powiedziała, iż „w szkole nie ma żadnych awantur ani sprzeczek, a na radach pedagogicznych jest spokojnie".

* * *

Nazwiska nauczycieli, będących w konflikcie z dyrektorką SP nr 7, zostały zmienione na ich wyraźną prośbę. Jak mówią, boją się, iż ujawnienie tożsamości miałoby negatywny wpływ na ich obecną, jak i przyszłą pracę.

Monika GAPIŃSKA

źródło: Kurier Szczeciński, 22.09.2006

Komentarze (10)
10 Wtorek, 06 Listopad 2007
Inny Ktoś
Ciekawe,że Pani Dyrektor wyśmiewa osoby(wyszydza iż to oznaka słabości),które wychodzą od niej z płaczem SAMA PŁACZE PRZED RODZICAMI!Gratuluje aktorstwa.I jeszcze jedno Pani Dyrektor.Łzy to nie oznaka słabosci, ale dowód na to,że dana osoba posiada emocje! Czasem są efektem radości,czsem bólu,czy bezsilności itd.Współczuje Pani,że dla Pani są tylko rozgrywką.Z wyrazami...
9 Poniedziałek, 05 Listopad 2007
kTOŚ
Chodzę do tej szkoły i artykuł który jest powyżej to cała prawdA. P.DYREKTOR UDAJE PRZED UCZNIAMI MILUTKĄ A U NAUCZYCIELI.......OHOHO NP. DZISIAJ W SZKOLE JEDNA Z NAUCZYCIELEK WYSZŁA CAŁA ZAPŁAKANA Z GABINETU DYREKTORKI!! WSPŁÓCZUJĘ NAUCZYCIELCE KTÓRA TAM WEJDZIE!
8 Niedziela, 18 Marzec 2007
uczeń
:grin
7 Piątek, 06 Październik 2006
'Gość'
jeżeli coś mi się nie podoba mówię to wprost a nie chowam głowy w piach to twoje słowa a artykuł ci się nie podoba czyli ukawnij się
6 Czwartek, 05 Październik 2006
'Gość'
Dlaczego w/w artykule zostały zmienione nazwiska, jeżeli coś mi się nie podoba mówię to wprost a nie chowam głowy w piach, uważam że ten artykuł wogóle nie powinień ukazać się w prasie a jeśli już to należałoby ujawnić nazwiska nauczycieli, którzy są w konflikcie z panią dyrektor. Tchórze )))
5 Poniedziałek, 02 Październik 2006
'Gość'
ponoć stare układy już nie bedą obowiązywać i ma w kuratorium nieżle wymiatać
:]
4 Poniedziałek, 02 Październik 2006
'Gość'
a jak mnie mobbował i całą klasę dyrektor Karpiński to żadna gazeta nie pisała o tym :] A serio - pracowałem w szkole i wiem jak dyrektor może uprzykrzyc zycie nauczycielom, nas ciągle straszył, ze na każde miejsce ma kilkanaście podań. Ponoć w tym roku połowa grona odeszła sama... Kobiety jakoś to do siebie mają ze nie potrafia współpracować ze sobą. Faceci uzyliby paru słów mocniejszcyh i po konflikcie. Przecież te nauczycielki na pewno mają umowy na czas nieokreślony i mianowanie - są nie do ruszenia przez dyrektorkę. A jak wyglądaja wybory dyrektora też widziałem... Niezła farsa, głosowanie jawne na radzie pedagogicznej - no niech sie ktoś wychyli przeciw... To był wybor na drugą kadencję i wtedy można tak bez konkursu zrobić. Bo normalnie jest konkurs. dydek
3 Niedziela, 01 Październik 2006
'Gość'
Ciekawe czy to grono nauczycieli nie jest po prostu zazdrosne, że ktoś z zewnątrz wszedł na stanowisko na którym oni widzieli np. swoją koleżankę Basię :) Szkoda tylko że nie jest to załatwiane przez powołane do tego instytucje ale przez media, co tylko psuje imię szkoły!
2 Sobota, 30 Wrzesień 2006
'Gość'
zawodowy pani dyrektor np skąd przyszła , czy była już kiedyś dyrektorką w szkole i jak sobie radziła.
1 Sobota, 30 Wrzesień 2006
'Gość'
SP 7 to zmienia się trenera tymbardziej że dzieli grono pedagogiczne. W ogóle to ciekawe jak się wybiera dyrektora szkoły czy jest to konkurs czy decyzją 1 osobową czy wile osobową .